Instagram

sobota, 15 listopada 2014

niedziela, 2 listopada 2014

Waszyngton D.C.

Jeden z jesiennych weekendów...pogoda cudowna, słonecznie...więc ruszamy do stolicy U.S.A :)

poniedziałek, 13 października 2014

Columbus Day

Z racji tytułowego święta, ten weekend z dniem dzisiejszym włącznie to przede wszystkim szaleństwo zakupowe!

sobota, 11 października 2014

I nadeszła jesień...

Zmieniające się kolory...wirujące i tańczące na wietrze, szeleszczące i wszechobecne pod nogami liście...powiem chłodu o poranku...wciąż krótki rękawek o południu i gruby sweter o zmierzchu...

piątek, 3 października 2014

„Ci, których kochamy nie umierają nigdy, bo miłość, to nieśmiertelność”

Było po dziesiątej, kiedy to wracając do domu weszłam do podziemi by złapać metro... Dostaję wiadomość z Polski, że powinnam wejść na skype bo mają mi do przekazania coś pilnego...

środa, 17 września 2014

Fashion Week...i czas podjąć decyzję

...i tak oto wakacje dobiegły końca...strasznie szybko...za szybko...

środa, 10 września 2014

Massachusetts, Maine, Nantucket

Po raz kolejny wypowiedziałam słynne "Do zobaczenia"...,
w NYC byłam jeszcze dwa dni, po czym pojechaliśmy do Massachusetts na...dwa dni...;p

czwartek, 4 września 2014

Together...

Pierwszy tydzień spędziliśmy w NYC. Oczywiście chciałam pokazać im wszystko co tylko się da... hmm tylko jak to zrobić w tydzień? ;)
Jako, że w końcu płynie w nas ta sama krew ;p ...cały tydzień...a właściwie całe 3 tyg...sypialiśmy po 4-5 godz na dobę, żeby zobaczyć wszyściutko ;)

czwartek, 28 sierpnia 2014

piątek, 22 sierpnia 2014

Massachusetts, czyli jak pokochałam życie na farmie :)

Przygoda z Niagarą zakończyła się, jak wszytsko tutaj w Stanach, bardzo szybko...wieczorem wysiadłam z autobusu w NYC, po czym 12 godzin poźniej ponownie byłam w drodze do MA...:)

czwartek, 21 sierpnia 2014

"Życie jest jak wodospad: piękny i niebezpieczny"

Patrzę przez okno...lasy, chodniejsze powietrze, cisza...już prawie jestem...w domu... - W tym momencie napisałam ostatnie zdania i zniknęłam na dwa miesiące :)

środa, 20 sierpnia 2014

Niedaleko Big Apple...

Pierwszym moim postem po long break będą obiecane już zaległości, czyli Princeton i "wycieczka" na Yankee Stadium.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Where am I ?

Sama już nawet nie pamiętałam, kiedy to ostatnio cokolwiek napisałam i aż musiałam zerknąć w daty ;p
Well...tak dawno, że nawet lepiej nie wspominać ;D
Co jakiś czas dostaję od niektórych z Was miłe maile z prośbami powrotu...Dziękuję !!! :)

Nie będę się usprawiedliwiać czym ta przerwa była spowodowana, bo mogłabym wymieniać w nieskończoność ;p

Po prostu Wam opowiem :)

Postaram się ponadrabiać zaległości w niedużych odstępach, ale jednak będą to osobne posty, bo nie chcę napisać jednego, długiego referatu, tylko poszczególne części ostatnich....ponad już dwóch miesięcy..:)

Tak więc...Here I am...again ;)


piątek, 20 czerwca 2014

Philadelphia

Czas ponadrabiać trochę zaległości ;)
Co prawda leżę, ledwie żywa, bo znowu łapie mnie przeziębienie ;/;/ a dopiero co się wyleczyłam ;/ ale obecnie są takie zmiany temperatur... na dworzu upał :), wchodzę do metra - zimno jak nie wiem ;/... ale w planach dzisiejszych miałam, że w końcu napiszę notkę, więc piszę, bo kalendarz na następny mies pełniuteńki, więc nie mogę niczego odłożyć, bo znowu mies minie i nic z tego nie będzie ;):)

piątek, 6 czerwca 2014

Last two days... - once again please ;p

Ostatnim razem, czyli trzy dni temu pisałam do Was w drodze do Massachusetts. We wtorek wylądowałam w Newport, środa - Middletown ;p hehe - to tak odnośnie tego, jak wspominałam, że moja rodzinka to wieczna adrenalina ;p

poniedziałek, 2 czerwca 2014

What's up ?

Aktualnie siedzę w autobusie w drodze do stanu Massachusetts. Jak wiecie moje życie w USA to 24/7 coś nowego :) moja rodzinka to jak wieczna adrenalina i never ending story ;)

środa, 14 maja 2014

Weekendowo - kolorowo... ;)

Weekend... jak zawsze dużo planów, jak zawsze za mało czasu ;D

W ten weekend spotykałam się oczywiście z osobami mi najbliższymi na amerykańskiej ziemi ;)
Sobota była dość fikuśna, gdyż z samego rana jeszcze przed wyjściem sprawdzając pogodę w iphonie - deszcz... ehh patrzę przez okno...hmm jakoś nie widzę deszczu, tylko upał i wielkie słońce :) jak zawsze przezornie wystawiłam parasol na stół, żeby o nim nie zapomnieć.... oczywiście zapomniałam ;) ehh no cóż, już za późno, żeby się cofnąć...:)

sobota, 10 maja 2014

W jakim stopniu należy znać język...?

Często pojawia się to pytanie w Waszych mailach :)

"W jakim stopniu należy znać język, aby zostać Au Pair?" :)

Otóż... jak zapewne wiecie do USA przyjeżdżają dziewczyny z przeróżnymi umiejętnościami językowymi, od tych najlepszych do tych, które jeszcze musza się podszkolić ;)
Osobiście uważam, że język należy znać w stopniu takim, żeby w miarę dobrze móc się porozumiewać z rodziną. 
Oczywiście można przyjechać z umiejętnościami prawie zerowymi, ale po co się wtedy męczyć. Prawda jest taka, że wszędzie i tak będziesz się posługiwać angielskim i tutaj już się nie "prześlizgniesz" ;) czy to w szkole u dzieciaków, czy to na ulicy, czy banku, więc ważne jest aby umieć chociaż w podstawowych zwrotach przekazywać to, co chcesz, żeby mogli zrozumieć "sens". Myślę, że to jest najważniejsze :) Nawet z rodziną u której będziesz mieszkać, będziesz sie czuć swobodnie kiedy będą mogli Cię zrozumieć :) Nie wspominając już o dzieciach, które musisz zrozumieć, jak i one Ciebie :):):)
Reszta przyjdzie z czasem, jednak nawet będąc tutaj tak naprawdę nadal trzeba uczyć się!!!, jeśli chcesz mówić perfect :) Według mnie pobyt tutaj nie oznacza, że "z góry" na pewno nauczysz się rewelacyjnie operować angielskim. Owszem osłuchujesz się, ale żeby samemu dobrze mówić nadal trzeba poszerzać słownictwo, czy znajomość gramatyki - samo nic nie przychodzi ;)

Z drugiej strony też nie bójcie się :) wiekszość z Was na pewno dobrze mówi i rozumie język, tylko w to same nie wierzycie ;) nie załamujcie rąk, kiedy w pierwszej rozmowie przez skype będziecie rozumieć co drugie zdanie - to normalne :) sami amerykanie mają przeróżne akcenty w zależności od stanu, więc spokojnie...:)

Najważniejsze: mówić wiele, popełniać błędy, i oczywiście nie przejmować się ;) hehehe :)


piątek, 2 maja 2014

Metro, subway, czy train ?

Nie trzeba być w NYC, żeby wiedzieć, że podstawowym środkiem transportu na Manhattanie jest metro ;)

Pamiętam, jak po raz pierwszy zapytałam mojego hosta o linie metra na Times Square, w momencie kiedy użyłam "magicznego" słowa - METRO... ten, wielki uśmiech na twarzy :)
Oczywiście w mojej głowie od razu, że pewnie użylam złego czasu, złej konstrukcji gramatycznej czy coś takiego, więc zapytałam dlaczego się śmieje :)... tak zaczęła się nasza konwersacja na temat dość nietypowy ... :)

Krótko i na temat metra: 
Na każdym wejściu do podziemi jest napis "Subway", na biletach jest "MetroCard", ale jeżeli chcesz być prawdziwym nowojorczykiem to w rozmowach użyjesz określenia "Train" :D, tak więc kiedy na ulicy zapytasz kogoś o metro, wiadomo już, że jesteś turystą :D

Jedynym pozytywnym aspektem jest to, że faktycznie metrem można dojechać prawie wszędzie, połączenia
trasowe są idealne...no dobra, jest jeszcze jeden pozytyw - jeździ 24 h ;)... i to wszystko ;p
Niestety kiedy po raz pierwszy weszłam do podziemi przeżyłam szok...nowojorskie metra są brudne, zaniedbane, nie ma co nawet porównywać do metra paryskiego, czy innego europejskiego, z całą pewnością to najgorsze jakie w życiu widziałam ;p
Mamy metro Express i Local. Express oznacza, że nie zatrzymuje się na wszytskich przystankach, dlatego jest szybsze, natomiast local, zalicza je wszytskie.
W informacjach mamy podane, że czas oczekiwania to parę minut w "rush hours", w nie "rush hours" ok. 10 min, w nocy co ok. 20 min - nie jednokrotnie przekonałam się, że nie zawsze się to sprawdza, może faktycznie rano, jak wszyscy jeżdżą do pracy jeździ często, ale w nie rush hours pozostawia wiele do życzenia, nie wspominając już o weekendach, gdzie masz wrażenie, że czekasz nie raz wieczność...
Czas oczekiwania stanowczo za długi, czyli kolejny minus. Dla porównania ponownie odniosę się do metra paryskiego, gdzie czas oczekiwania wynosi przeciętnie 2-3 min, 5 min to już długo.
Dodatkowym minusem jest to, że przez to, że jest ono 24 h/ 7 dni w tyg, często w godzinach nocnych bywają zmiany w rozkładach, czyli np. metro, które normalnie jest express, jeździ jako local... trzeba na bieżąco czytać wszystkie zmiany, co jest uciążliwe ;/

Nie ma co się jednak oszukiwać, że pomimo tylu minusów jest to nadal najlepszy środek transportu jeżeli chodzi o szybkie i trafione dostanie się do celu, jak to mówią nowojorczycy, że to ich "second home" :):)

Parę fotek z mojego codziennego, "domowego" metra ;)

po lewej stronie mały napis Subway, ehh mogłam przybliżyć ;)

tu MetroCard
no comments...o stanie "higienicznym" :D

 I jak już trzymamy się w klimatach mojej okolicy to proszę :)

Widok, wychodząc z mojego apartamentu :) chyba nie najgorzej ;)

Droga do metra...

A tu już przy metrze...:)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Biegamy czy chodzimy...?

Do napisania tej notki zainspirowało mnie ostatnie Wielkanocne spotkanie z dziewczynami, kiedy to spacerując po mieście, co chwilę słyszałam - "Zwolnij !!!" :D

Wychodzisz z domu, jak zwykle o tej samej godzinie... idziesz do metra, żeby mniej więcej o 9:30 D. był w szkole...kiedy podchodzisz już do korytarzowego wejścia, słyszysz nadjeżdżający subway, więc co robisz? - ciągniesz młodego za rękę i biegiem, żeby się załapać...jeśli się nie załapiesz, next może przyjechać za 5-10 min (nie ma na to reguły, ale o nowojorskim metrze napisze osobną notkę)...tak czy inaczej jeżeli nie zdążysz to już masz poczucie "spóźnienia".
Wysiadasz na 59 st, idziesz schodami na górę i ponownie, jeżeli nie trafisz na wyjście najbliżej szkoły, następne 5 min w plecy, więc co robisz? - biegniesz ;p, a wierzcie mi na tej stacji pomimo już 3 mies pobytu tutaj nadal nie raz się gubię ;p hehe... podsumowując jeżeli nie zdążysz na metro i wyjdziesz nie tym wyjściem, masz min 10-15 min do tyłu ;p znając ten porządek rzeczy już na starcie wychodząc z domu co robisz? ;) - zaczynasz biec :D
Potem biegniesz ze szkoły po kawę, i jeżeli nie dojdziesz tam do ok godz. 9:35 utkniesz w długiej kolejce, a następny punkt ze 3 streets dalej, gdzie wcale nie jest powiedziane, że kolejki nie będzie ;p więc co robisz, kiedy wychodzisz ze szkoły? - biegiem po kawusię ;D ( no chyba, że idę na basen, to kolejność ulega zmianie ;p), potem biegiem na metro, bo o tej i o tej musisz być w domu ....itp, itd :D

Manhattan jest niezwykle rozległy, długie uliczki i pomimo dobrej komunikacji metra, przechodząc nawet jedną ave (st są krótsze) zajmuje to chwilę czasu, a jeszcze dla mniej wprawnych osób, i pomyłek w stylu "to north czy south?" można wiele czasu zmarnować na szukanie celu :)
Każdego poranka idąc ulicami, tłum ludzi podąża w różnych kierunkach, każdy się gdzieś spieszy, tak więc ludzie nie chodzą, tylko baardzo szybko maszerują ;p
Przy takim stanie rzeczy nawet nie wiesz kiedy, ale codziennie stając się częścią tego "tłumu" automatycznie wnikasz w niego :)
I tak po 3 mies pobytu tutaj nawet nie wiem kiedy, ale po ostatnim weekendzie, uświadomiłam sobie, że nie kontroluję już tego i nawet kiedy idę na niedzielny spacer ze znajomymi, które przyjeżdżają do NYC....5 min - i słyszę - "Gdzie znowu biegniesz?:D"

Także biegamy, biegamy ;) 


I parę fotek ;)



to już uzależnienie ;p;p