Instagram

czwartek, 24 kwietnia 2014

Biegamy czy chodzimy...?

Do napisania tej notki zainspirowało mnie ostatnie Wielkanocne spotkanie z dziewczynami, kiedy to spacerując po mieście, co chwilę słyszałam - "Zwolnij !!!" :D

Wychodzisz z domu, jak zwykle o tej samej godzinie... idziesz do metra, żeby mniej więcej o 9:30 D. był w szkole...kiedy podchodzisz już do korytarzowego wejścia, słyszysz nadjeżdżający subway, więc co robisz? - ciągniesz młodego za rękę i biegiem, żeby się załapać...jeśli się nie załapiesz, next może przyjechać za 5-10 min (nie ma na to reguły, ale o nowojorskim metrze napisze osobną notkę)...tak czy inaczej jeżeli nie zdążysz to już masz poczucie "spóźnienia".
Wysiadasz na 59 st, idziesz schodami na górę i ponownie, jeżeli nie trafisz na wyjście najbliżej szkoły, następne 5 min w plecy, więc co robisz? - biegniesz ;p, a wierzcie mi na tej stacji pomimo już 3 mies pobytu tutaj nadal nie raz się gubię ;p hehe... podsumowując jeżeli nie zdążysz na metro i wyjdziesz nie tym wyjściem, masz min 10-15 min do tyłu ;p znając ten porządek rzeczy już na starcie wychodząc z domu co robisz? ;) - zaczynasz biec :D
Potem biegniesz ze szkoły po kawę, i jeżeli nie dojdziesz tam do ok godz. 9:35 utkniesz w długiej kolejce, a następny punkt ze 3 streets dalej, gdzie wcale nie jest powiedziane, że kolejki nie będzie ;p więc co robisz, kiedy wychodzisz ze szkoły? - biegiem po kawusię ;D ( no chyba, że idę na basen, to kolejność ulega zmianie ;p), potem biegiem na metro, bo o tej i o tej musisz być w domu ....itp, itd :D

Manhattan jest niezwykle rozległy, długie uliczki i pomimo dobrej komunikacji metra, przechodząc nawet jedną ave (st są krótsze) zajmuje to chwilę czasu, a jeszcze dla mniej wprawnych osób, i pomyłek w stylu "to north czy south?" można wiele czasu zmarnować na szukanie celu :)
Każdego poranka idąc ulicami, tłum ludzi podąża w różnych kierunkach, każdy się gdzieś spieszy, tak więc ludzie nie chodzą, tylko baardzo szybko maszerują ;p
Przy takim stanie rzeczy nawet nie wiesz kiedy, ale codziennie stając się częścią tego "tłumu" automatycznie wnikasz w niego :)
I tak po 3 mies pobytu tutaj nawet nie wiem kiedy, ale po ostatnim weekendzie, uświadomiłam sobie, że nie kontroluję już tego i nawet kiedy idę na niedzielny spacer ze znajomymi, które przyjeżdżają do NYC....5 min - i słyszę - "Gdzie znowu biegniesz?:D"

Także biegamy, biegamy ;) 


I parę fotek ;)



to już uzależnienie ;p;p


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Happy Easter...? ;)

Tak, Tak i jeszcze raz duuże TAK !!! :):)
Każde święta są szczególnym czasem dla Au Pair. Wtedy to właśnie najczęściej przypominają nam się chwile spędzone w domu, z najbliższymi. Nie zawsze jednak oznacza to, że to czas "smutków" ;)
Święta Wielkanocne spędziłam w gronie cudownych Girls ;) - oczywiście Au Pairs ;) i pomimo tego, że święta tutaj w niczym nie przypominają tych polskich... czas ten był przeuroczy :)
Dziękuję Wam :)...:*

Moja host rodzinka została ze swoją rodzinką, ja zdecydowałam się wrócić do NYC. Oczywiście nie mieli nic przeciwko, chociaż myśleli, że jednak zostanę z nimi ;) Dostałam przed wyjazdem drobny prezencik na zajączka, bilet powrotny ;) i w drogę :)
W sobotę spotkałam się z moimi dziewczynami, a że pogoda była cudowna, to zawitałyśmy najpierw do Central Parku, tam pogaduszki, sesja zdjęciowa...:D potem poszłyśmy coś zjeść i dostałyśmy rewelacyjny stolik przy samym oknie z którego mogłyśmy obserwować muzeum figur woskowych. Nie zabrakło także "małych" drineczków :D ;) ... następnie wybrałyśmy się do Bryant Parku - a tam konwersacje z francuzami, szwajcarem :D hehe,
 Kiedy już powoli robiło się chłodniej, postanowiłyśmy rozgrzać się w plenerze Public Library :D ;) (spokojnie Kochane nie pokaże tych zdjęć :D ) hehe...następnie hotelowym korytarzem wybrałyśmy się na taras widokowy, gdzie tamtejsza atmosfera w zupełności Nas rozgrzała :D hehe... na zakończenie znalazłyśmy się w Irish Pub.
Dziewczyny nocowały u mnie więc ciąg dalszy był już w moim room :D ;);)
W niedziele obudziły nas dźwięki piosenki Uptown Girl. Tym optymistycznym akcentem oraz świątecznym śniadankiem rozpoczęłyśmy dzień :) Oczywiście koszyczek wielkanocny też był :)
Jak zawsze wszędzie spóźnione biegiem leciałyśmy do katedry na msze, ale był taki tłum, że zdecydowałyśmy kontynuować nasz maraton do następnego kościółka :) w końcu trafiłyśmy do jeszcze innego, gdzie msza okazała się być po hiszpańsku -  "La Manana" :D Dziewuszki :D
Potem parada, gdzie można było spotkać wiele przebierańców i przy Rockefeller Center niesamowita wystawa pisanek ( zdjęcia nimi przeplatałam, bo naprawdę były warte zobaczenia :))...

Dwa niezwykłe dni, pełne wrażeń, uśmiechów, wspomnień i wiary w przyszłość...
Dziękuję Wam za to, że po prostu byłyście... kiedy nasze prawdziwe rodziny były far, far away... :*:*:*

Happy Easter? - Happy Easter !!! :)







niedziela, 6 kwietnia 2014

Nowojorski shopping


Z racji tego, że dostałam parę maili od Was z pytaniami odnośnie tutejszych przecen itp więc co nie co...:)

Od razu podkreślam, że jestem jedną z tych osób, które bladego pojęcia nie mają o modzie itp :D Ubieram to co mi się podoba i tyle ;)

Co do sklepów w Nowym Jorku, to zapewne każda z Was wie, że znaleźć można tutaj "prawie" wszystko :)
Również zdajecie sobie sprawę, że nowojorskie życie, i markowe sklepy są bardzo drogie...ale...:)
Właśnie małe "ale" :) ...Odpowiadając na Wasze pytania odnośnie tego, czy tutaj naprawdę są takie duże przeceny markowych ciuchów to mogę spokojnie odpowiedzieć, że - TAK :)
Również trzeba wiedzieć, gdzie szukać, ale naprawdę można znależć tutaj "markowe perełki", na które nawet Nas stać z naszą "pensją" :D
Co prawda, ja w zakupach nie tonę ;p, gdyż wolę zbierać pieniądze na holiday, ale również przyjechałam tutaj z myślą "odświeżenia" swojej garderoby ;p;p hehe :D

Tutaj parę nabytych rzeczy i same/i oceńcie :)
W nawiasie to cena oryginalna przedstawiona na metce.

Nine West - 6,98 $ ( 48 $ )
La Bijou - 7 $ ( 30 $ )
CKW - 7,98 $ ( 22 $ )
Madden Girl - 19 $ ( 40 $ )
Joe Fresh - 0,80 $ ( 8 $ )




wtorek, 1 kwietnia 2014

Co za "psuja".../ muzealnie ;)

Dwa miesiące tutaj i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zbroiła ;p;p
Dostałam od rodzinki pięknego iphona, którego dwa tygodnie temu zrzuciłam na chodnik i baaaaa.... całe szkło z przodu się roztrzaskało ;p;p....OMG !!! - jak im to powiedzieć?? :D ze trzy dni chodziłam jak nakręcona i kilka razy zabierałam się za to, ale nie mogłam, aż któregoś dnia hostka pyta mnie "czy to prawda, że ktoś tutaj zrzucił iphona?":D - o nie, skąd ona to wie???:D...okazało się, ze mój "słodziak" zrobił to za mnie ;p;p oczywiście zaczęłam się tłumaczyć itp, a oni śmiechem by mnie zabili ;p;p...mówili, żebym się niczym nie przejmowała, że nic się nie stało i że im nie raz to się też zdarzało :D hehe tyle szumu o nic :):) i powiedzieli, że oni zapłacą za naprawę :D hehe uufffff...nawet nie wiecie, jak mi ulżyło :D
Ale oczywiście, żeby tego było mało...ostatnio odkurzając pokój, wciągnęłam ładowarkę do smartfona ;p;p no kur..."czę" - to chyba jakiś żart :D...rozłożyłam odkurzacz na części pierwsze i dawaj...szukamy :D znalazłam!! - trochę połamana, ale na razie działa ;p;p ehhhh...:):)

Jak wiecie NYC słynie z ogromnej ilości muzeów i prawie wszystkie można zwiedzić za darmo, albo za przysłowiowego dolara :) Fakt, że za darmo wejścia są albo przez parę godzin jednego dnia w miesiącu, tygodniu, czy coś podobnego (jeszcze wszystkiego nie mam obstukanego ;)).
Na pierwszy ogień poszłam do Muzeum of Natural History :)...baardzo się rozczarowałam!!! - w myśl filmu The Night at the Muzeum - myślałam, że będzie ciekawiej, natomiast wynudziłam się jak nie wiem ;p - tutaj za "płacisz ile chcesz" można zobaczyć podstawową wystawę, za specjalne wystawy płaci się dodatkowo i to spore sumki, dlatego sobie darowałam ;p tak więc za trzy osoby zapłaciłyśmy 2 $ ;p;p





        
"dziam, dziam" ;)



Drugim muzeum, jak na razie do którego zawitałam było Metropolitan Muzeum of Art :)
No tu już były moje klimaty :) i jak najbardziej polecam :) muzeum oczywiście jest tak duże, że nie idzie obejść wszystkiego w jeden dzień, a że cena wejścia "płacisz ile chcesz" - ale "proszę cash w bilonie" - tak nam powiedziała pani kasjerka ;p;p hehehe więc wiecie - 1 $ :D


          

niedziela, 30 marca 2014

To już dwa miesiące...:)

Wiem, wiem...z wielkim opóźnieniem, ale jestem, żyję i mam się wyśmienicie ;) ;)

Nowojorskie życie jest niesamowicie szybkie :)
Budzisz się wcześnie ( może nie jakoś o świcie ;) i już teraz nawet budzika nie musze nastawiać ;) ), w miarę szybkie, pielęgnacyjne zabiegi, przy piosenkach z iphona i na górę... gdzie już na schodach wita Cię zapach świeżo parzonej i gotowej kawki, to dla mnie jak uwodzicielski zapach perfum ;p;p hehe, na śniadanko przeróżne owoce z jogurtem - oczywiście "organic" :D ( nie wiem, czy u Was też taka moda na wszytsko co się zwie "organic" ? :D ), i poranna pogawędka z hostką :), potem cała ceremonia ubierania i przygotowania starszego do szkoły - której ja się tylko przyglądam, dalej popijając kawkę ;p, kiedy gotowy stoi przy drzwiach trzymając swój lunch box wkraczam w akcję :D, spacerkiem do metra - już teraz nawet się nie spieszę bo i tak zawsze jesteśmy spóźnieni ;p, przystanek na 59 st przy Columbus Av i wzdłuż Central Parku kilka ulic do mety ;) jeszcze tylko wylegitymować się przy wejściu i voila ! :) ... potem od razu na pół godzinki na basenie, bo w końcu jak już tutaj przyszłam, to czemu nie skorzystać ;p;p;p i potem szybciutko z drugą kawką w dłoni wracamy, aby zająć się młodą :):) chwila zabawy, karmienie, przebieranie i w wózek na zajęcia albo spacerek w Downtown :) potem powrót do domku i następne wyjście po młodego do szkoły, kiedy jesteśmy już w domu, spoglądam na zegarek a tu już 6:00 pm!!! :) - i zawsze to samo "kiedy ten czas minął???":):)... kolacyjka przygotowana przez hostkę i wieczorne wyjście na 86 st i kiedy jesteśmy w komplecie, odkrywanie uroków city... w końcu mieszkam w "Bright Lights" :):)...oczywiście nie zawsze mam siły, nie raz po całym praktycznie dniu outside jestem so exhausted :):), ale są to tylko pojedyncze dni na tak zwaną "regerenację" :)...sypiam praktycznie po 5-6 godzin dziennie :) - po prostu tu chce się żyć!!! :):)

Moja rodzinka jest na wiecznych obrotach, dużo jeździmy do Massachuses, to nasz drugi dom :) ... na poczatku to nie raz budziłam się w środku nocy i pierwsza myśl - "to gdzie ja teraz jestem?...NYC, Poland, czy Massachuses?":D:D hehe






poniedziałek, 10 lutego 2014

po dwóch tygodniach...

To już dwa tygodnie odkąd mieszkam w NYC. Ponad tydzień spędzony z new family...:)
Nadal poznajemy się z moją host family :) Są bardzo otwartymi ludźmi, mieszkanie jest bardzo duże, więc mam sporo miejsca dla siebie :) Dzieci są cudowne, chłopczyk czasami potrafi pokazać różki, ale ja osobiście jeszcze problemów z nim nie miałam :) Uwielbia się bawić, wystarczy, że okaże się mu trochę uwagi podczas zabaw w stylu "Oh, really?", "Great, how did you do that?" itp :):):) i potrafi tak godzinami ;p;p Mała jest słodziutka, ale zaczyna powoli wymuszać branie na ręce, jednak staramy się jeszcze Nas;) uchronić od tego ;);).
Pierwsze dłuższe wyjście do miasta miałam tydzień temu w niedziele. Ponad 6 godzin chodziłam po Manhattanie, od siebie poszłam na Times Square, Rockefeller Center, 5 ave, Central Park i przyznam się, że dla mnie poruszanie się przez te ulice nawet z mapą jest zagadką ;p;p hehe, wiem jak ulice leżą, jaka jest zasada, ale pomimo tego, kiedy stoję to non stop pytanie: "w prawo czy lewo" ;);)
Drugie dłuższe wyjście zrobiłam sobie w piątek, a w sobotę przyjechała do mnie koleżanka więc też cały dzień latałysmy po sklepach na 5 ave.
I oto zrobiłam pierwsze ciuchowe zakupy :) Jeszcze są resztki przecen, więc patrzę a tam dłuższe topy w przeróżnych kolorach za 2 $ - taniocha więc biorę jeden, idę do kasy a tam okazuje się, że jeszcez dodatkowa przecena więc płacę... 0,80 $ !!! Pytam babki przy kasie "Are you sure?:p" a ona z uśmiechem "Sure" ;):), więc wzięłam jeszcze jeden w innym kolorze, także za dwa topy dałam całe 1,60 $ :):):) hehe
Cóż mogę powiedzieć, pamiętacie jak pisałam, że moim marzeniem jest biegać po Manhattanie z kubkiem kawy w ręku??:):) i oto tu jestem, i oto tak wygląda prawie;) każdy mój poranek, kiedy odprowadzam Młodego do szkoły, która jest obok Central Parku :):):)
NYC - miasto wielkich kontrastów, dużego życiowego tępa, niesamowitych widoków i.... niezliczonej ilości śmieci ;p;p hehe, tak, tak to chyba najbardziej mnie denerwuje....wszędzie śmieci :):) ale po tyg już na to uwagi aż tak nie zwracam więc chyba idzie się przyzwyczaić :):)
Jak macie jakieś pytania, czy propozycje tematów, dajcie znać :):)

sobota, 1 lutego 2014

I am here

27 stycznia postawiłam pierwsze kroki na amerykanskiej ziemi na lotnisku w NYC :) dzień pełen przeżyć, emocji... :) przesiadka w Londynie, co czyniło moją podróż łącznie ponad 11 godzin ;p i dużo i mało :) w myślach kłębiło się setki myśli, świadomość że leci się na drugą stronę świata... naprawdę mix wszystkiego :)
Potem standardowo 3 dni Orientation. Tutaj pewnie Was zadziwię bo w przeciwieństwie do większości dziewczyn nie uważam tego czasu za niepotrzebny, czy nudny :) Wręcz odwrotnie, mnóstwo dziewczyn z każdej strony świata, wszystkie uśmiechnięte, warunki w hotelu bardzo dobre, basen, wszystko co jest nam potrzebne :) Fakt, że czas jest zaplanowany co do sekundy (więc przez te 3 dni niby jesteś w Ameryce, ale znasz tylko lotnisko i hotel, no chyba, że jedziesz na wycieczke do NYC (ja nie pojechałam, bo byłam padnięta i było mega zimno, poza tym mieszkam w  nyc :) ), fakt, że to co mówi babka przez ponad 4 godziny można powiedzieć w godzinę, ale powiem Wam, że po głębszym zastanowieniu podziwiałam ją :) za to, że pomimo mówienia w kółko o tym samym przez naście lat, nadal na w sobie to "coś", co pozwala na poczucie, że jesteśmy jedynymi dziewczynami na świecie które zaczynają tego typu przygodę :) za to, że ze stoickim spokojem odpowiada nawet na bezsensowne pytania :) wiele rzeczy również z tego co tam przerabiamy może wydawać się oczywistymi, ale wierzcie mi, rozmawiałam tam z dziewczynami, które bladego pojęcia nie miały o dzieciach, co było quite funny ;)
Zawarłam wiele znajomości i myślę również, że jedną przyjaźń ;);) i dzień w którym na nowo trzeba sobie powiedzieć "goobye" sprawiało, że na nowo łezki kręciły się w oczkach ;) bo obojętnie kiedy znowu się zobaczymy, nie zmienia to faktu, że każda nagle zostaje zupełnie sama i ma stawić czoło z zupełnie obcymi dla siebie ludźmi :)
I tak oto rozpoczął się już oficjalnie my american dream w NYC :):)

piątek, 24 stycznia 2014

Ready to fly...

27 stycznia postawię pierwsze kroki na Amerykańskiej ziemi...prawie gotowa, walizka wciąż pakowana...dokumenty w rękach...nowe życie, nowa rodzina, nowy dom, nowi przyjaciele (podziękowania dla Leny, Aluni :) )...wszystko nowe :) ...pożegnania, uściski, ostatnie łzy :) ...wish me good luck :)

poniedziałek, 6 stycznia 2014

First step

Dopiero co były święta, dopiero co zgodziłam się zostać au pair nowojorskiej rodziny, a tu już prawie połowa stycznia ;)

cz. I Poszukiwania perfect family
Jak wspomniałam wcześniej znalezienie "tej" rodzinki zajęło mi 3 mies. Room miałam otwarty od końca września, a dzień przed wigilią zgodziłam się na match z rodzinką. Rodzin miałam bardzo dużo, po dwudziestej którejś już nawet przestałam liczyć, ale bardzo chciałam mieszkać w samym NYC, co niestety okazało się nie takie proste. Już od początku kiedy szłam na rozmowe kwalifikacyjną wspominając, że interesuje mnie tylko wyjazd do NYC, konsultantki starały się mnie przekonywać, żeby nie nastawiać się na konkretne miejsce, że z okolic NY jest dużo rodzin, ale z centrum moga być problemy. Rozumiałam to, ale...co mogłam poradzić na to, że chciałam spróbować ? :)
Pierwszą rodzinę z NYC miałam już jako 3 match. Wtedy wydawało mi się, że "kurcze, dopiero 3 match a tu juz NYC, więc może to nie takie trudne", z rodzinki niestety zrezygnowałam, czego żałowałam już po kolejnych matchach. Dużo rodzin miałam z Filadelfii, Waszyngtonu, okolic NYC. Były one przeróżne, ale ze względów ilościowych nie byłam w stanie ze wszystkimi rozmawiać i nie ukrywam, że już po którejś z kolei zaczęło po prostu nudzić mnie to samo. Wszystkie rozmowy zaczynały się od tych samych pytań itp. Jednak z biegiem czasu, uświadomiłam sobie, że jednak jeżeli chcę zobaczyć Amerykę, powinnam trochę odpuścić i pogodzić się z tym, że centrum nowego jorku będę odwiedzać tylko w weekendy :) Tak więc, zaczęłam więcej rozmawiać z rodzinkami z okolic. Rodzinki były rozmaite, niektóre oferowały dużo więcej niż jest w programie, czym nie ma co ukrywać bardzo kusiły ;) . Aż tu nagle na początku grudnia miałam 2 matche na raz z NYC :) Jedna rodzinka z Manhattanu, a druga z Brooklynu. Niestety Ci z Manhattanu szybko się wycofali z programu, że niby są w separacji. Pozostała mi więc rodzinka z Brooklynu :). Przemili ludzie, bardzo otwarci na nowych ludzi. Host mum bardzo konkretna, co strasznie mi się podobało, a wierzcie mi, że po tylu rodzinach nie bałam się już o nic pytać :) Dużo mi oferowali, jednak ostatecznie zrezygnowałam z nich ponieważ bałam się podjąć opieki nad 8 mies bliźniakami i ich 4 letnim bratem. Także mieszkali zupełnie w południowym brooklynie, więc dotarcie na Manhattan zajmowałoby mi dosłownie tyle samo czasu co z innych miejscowości obok NYC. I tak zbliżałam się do końca grudnia, stwierdziłam, że już w takiej bezczynności nie mogę siedzieć, więc z początkiem stycznia trzeba znaleźć pracę :) Zaczęłam już wysyłać CV i mój amerykański dream stawał się coraz bardziej odległy :) Nie ukrywam, że strasznie to przeżywałam ;) aż tu pewnego dnia odezwała się do mnie rodzinka z uroczą 2 mies dziewczynką i 4 letnim chłopcem z NYC :)

cz. II Family
Coś o mojej host family :)
Mieszkają w Manhattan NYC. Dwójka dzieci, chłopczyk chodzi do przedszkola, gdzie będę go zaprowadzać obok Central Parku, mała wiadomo :). Host mum jest menadżerem, host dad jest fotografem/artystą, ma swoją pracownie po drugiej stronie ulicy naszego mieszkania. Będę mieć swój pokój z łazienką. Do pokoju jest też osobne wejście, więc jak bym bardzo późno wracała to nie ma problemu. Będę mogłą korzystać z biletu miesięcznego (nie wiem czy w NYC nie ma imiennych biletów ? ) :) Host mum ma swoją rodzinę w Massachusettes, gdzie będziemy jeździć. Raczej są dosyć aktywną rodzinką, campingi, wyjazdy itp. Pamiętam naszą drugą rozmowe na skype, która była w samochodzie jak jechali gdzieś w okolice Waszyngtonu. Pytali mnie również czy lubię podróżować itp :) Wydają się być otwartymi, radosnymi ludźmi i naprawdę od razu "coś" zaskoczyło i każda rozmowa na skype była bardzo swobodna :) Co prawda nie ukrywają, że "nudzić" się nie będę :) Pamiętam jak którąś rozmowę zaczęła od "prosze nie zrażaj się, ale tak jak Ty wolę wszytsko powiedzieć i być szczera" :):) i zaczęła wymieniać takie oczywiste rzeczy i obowiązki typu, czy będę sprzątać po sobie, czy nie przeszkadza mi robić pranie dzieciaków, wspominała też nie czasami będzie się zdarzać, że w niektóre dni będę dłużej czyli te 10 godz z dziećmi, a czasami po 2 godz. i czy mi taka zmienność nie przeszkadza, czy nie będę się bała chodzić z dwójką dzieci po mieście, czy jeżdżić metrem itp :)
Bardzo doceniłam to, że prostu z mostu pisała o wszystkim, chociaż nie ukrywam, że na początku "trochę" się przestraszyłam :) ale naprawdę ich polubiłam, chciałam mieszkać w dużym mieście więc stwierdziłam, że ryzykuję :) prawda jest taka, że ludzi poznaje się tak naprawdę tylko już na miejscu :) Przez pare rozmów na skype, czy w mailach nie odda się tej "prawdziwości" :)

cz. III Przygotowania
Mój match z rodzinką był dzień przed wigilią. Wtedy też host mum dała znać agencji i na moim profilu pojawiło się słynne Congratulation :)
Obecnie mam dużo rzeczy na głowie. Problemy zaczęły się od razu. Najpierw mój lekarz rodzinny nie chciał podbić mi medical form bo uważał, że to powinien zrobić lekarz medycyny pracy ( moja walka z nim nadal trwa ;/;/ ).
Po drugie czekam wciąż na te dokumenty z APIA, żeby móc zacząć ubiegać się o wizę. Bardzo się tym denerwuję, bo teoretycznie mam wylatywać 27 stycznia a ja jestem w proszku. Na dodatek mam na 13 stycznia zaplanowany już dużo wcześniej zabieg wyrwania ósemki ;/ przez co też się denerwuje, czy wszytsko przez te 2 tyg do lotu się zagoi. ;/;/
Obecnie nie sądzę, żebym zdążyła z tym wszytskim. Następny wylot jest dopiero 10 lutego a rodzinka bardzo potrzebuje au pair na "już".
Jak to u Was wyglądało z wizą, jak długo się czeka na te dokumenty z APIA???? :):) please, help ;)

cz. IV Podsumowanie :)
Powiem Wam szczerze, że na początku każda przyszła au pair czeka z niecierpliwością na pojawienie się pierwszej rodzinki na profilu, ale później też jak jest ich nadmiar to wierzcie mi, każde następne pojawienie się już męczy i nie ma żadnych "wow" :) Większość pojawiała się z podobnych okolic i chyba jedynego stanu jakiego nie miałam to Kalifornia ( a już później już nawet o to się modliłam, chociaż ciepło ;) ). Zauważyłam też, że rodziny z większych miast więcej oczekują od au pair. Nie, żeby mówić o jakimś wyzysku czy coś takiego bo nie, nie...są też przemili, otwarci itp. ale mają szybszy tryb życia, przez co często nawet godziny pracy mają bardzo ruchome, ciężko im określać schedule itp więc nie bójcie się pytać wtedy o konkrety! bo to bardzo ważne, sprawdzajcie też okolice, bo czasami są miejsca gdzie do jakiejś cywilizacji jest bardzo daleko - ja miałam rodzinkę z teksasu, gdzie zwykły, najbliższy sklep był 20 km od domu :):)
Wiadomo, każda z nas chce trafić do rodziny, gdzie będzie tak prawdziwie czuć się jak u siebie w domu, w końcu przyjeżdżamy do obcego zupełnie nam świata i to właśnie host family powinna być pierwszym filarem ciepła, zrozumienia, pomocy i jak ja to nazywam "host love" :) ale to nie jest takie proste, z maili czy skype stwierdzić, że rodzinka jest właśnie taka :) każda z nas ryzykuje, a dopiero na miejscu wszytsko okazuje się na plus czy minus :)
Boję się bardzo :) tego, co mnie czeka, tego jakich ludzi spotkam, tego czy ameryka jest taka jak sobie ją wyobrażam, nawet tego, że zanim wylece rodzinka ze mnie zrezygnuje ;p;p hehehe :D
 Wiem że nowy jork pokocham, ale czy rodzinka okaże się tak wspaniała jak widzę ją teraz ? :)  we will see :):):)

niedziela, 22 grudnia 2013

P jak Perfect ? :) we will see :)

Tak, tak...stało się, wiadomość z dzisiejszego dnia :)
Długo sie zastanawiałam, rodzinka czekała na moją odpowiedź ponad 3 dni, ale stwierdziłam, że jak nie teraz to już pewnie w ogóle :)

Po 3 miesiącach, po ponad 30!!! rodzinach, mój wybór padł na rodzinkę z Nowego Jorku :)
Tak więc jeżeli dokumenty przejdą sprawnie najbliższy 2014 rok będę mieszkać:

Manhattan, New York City :)
dwójka dzieci: 2 mies, 4 latka :)

Co czuje? :)...wielkie szczęście, wielki strach i wszystkie uczucia mieszają mi się razem :) Tak samo "chcę" jak "boje się" :)

Więcej o rodzince, mojej drodze napiszę po Nowym Roku :)

Więc wszytskim Merry Christmas !!! :)

wtorek, 12 listopada 2013

Long, long time ago...:)

Jak obiecałam napiszę co nieco o moim, już teraz dawnym, byciu au pair :) Przeglądając zdjęcia, żeby coś pokazać ;) człowiek uświadamia sobie jak szybko czas leci...jak dziwnie patrzeć na siebie taką młodą :D:D hehe
Do rzeczy ...:):)

Zaczynałam jak większość z Was:), po liceum nie za bardzo wiedziałam co chcę sama ze sobą zrobić, jednego czego byłam pewna to to, że nie dla mnie było standardowe "polskie życie" :) chciałam czegoś innego, chciałam więcej, a najlepiej każdego dnia na innym kawałku świata ;)...i tak oto z moją przyjaciółką zdecydowałyśmy zostać au pair, ja w Anglii, ona w Paryżu, gdzie mieszka po dzień dzisiejszy :)

Rodzinkę szukałam na własną rękę, bez żadnej agencji i tak oto mój wybór padł na okolice Chichester, na słodką 3 latkę, z pięknymi, ciemnymi oczkami i blond loczkami :) Jej brat przyszedł na świat miesiąc po moim przyjeździe. Tak więc moja angielska przygoda rozpoczęła się we wrześniu 2007 roku :)

Po przylocie cała rodzinka czekała na mnie, co bardzo mnie wzruszyło, gdyż spodziewałam się tylko host dad, nie sądziłam, że host mum na końcówce ciąży z trzyletnią Lilian również się zjawią :)
Po 1,5 godz od lotniska dotarliśmy na miejsce...które w pierwszym momencie mnie baardzo przeraziło ;)
Dookoła zupełne pustkowie i widok: 

Niestety nie miałam lepszej jakości ;)
Typowo angielski ogromny dom z dziewiętnastego wieku, otoczony zaroślami z bardzo dużym ogrodem niczym z horroru :D...a już zupełnie zawału dostałam, kiedy wąskimi, kręconymi schodami prowadzono mnie do mojego pokoju na strychu :)...kiedy na chwilę zostałam sama w pokoju, żeby się rozgościć...usiadłam i zaczęłam strasznie płakać :D...tak, tak w tamtej chwili chciałam krzyczeć i nawet byłabym gotowa wracać do domu pieszo...:) 

1/5 ogrodu ;)
Po godzinie histerii ;) :D...wzięłam się w garść :) obejrzałam dokładnie "swój strych", który wyglądał zupełnie normalnie :)...miałam dwa pokoje, telewizor, zaplecze kuchenne (z którego nigdy w końcu nie skorzystałam;)), łazienkę, ogromna przestrzeń tylko do mojej dyspozycji...więc czego chcieć więcej??:):)...kiedy zeszłam na dół cała rodzinka czekała na mnie z uśmiechami na twarzy, czyli około 8 osób (host family, plus host mum's parents, plus bracia host mum):):), przedstawiając się, ściskając mnie... ;) byłam zaskoczona, że zupełnie mi obcy ludzie, którzy widzą mnie pierwszy raz na oczy, witają mnie jakbym już była członkiem ich rodziny :) - Jak się później okazało, tak właśnie było :)

Mieszkałam z rodzicami mojej host mum :)...moja host rodzinka mieszkała w dużo mniejszym domku obok po drugiej stronie ulicy, a z drugiej strony w tak samo małym domku mieszkał brat mojej host mum :).
Rodzice mojej host mum, z którymi mieszkałam na co dzień byli cudowni!!! :) Moi host parents też :) Od razu czułam się z nimi wszystkimi baardzo swobodnie. 

Mój plan dnia był prosty, od pn do pt zaczynałam od 9-12, potem wszyscy razem "rodzinnie" :) jedliśmy obiad, potem miałam przerwę i zaczynałam później 15-17 i wolne :):):), jak widzicie za dużo się nie przepracowywałam ;) ale spędzałam czas z dzieciakami i moją rodzinką dużo dłużej, jak normalna rodzina :)...o 17 było tea time, więc każdy swoją bawarkę pił, a o 19 rodzinna kolacja, która przypominała drugi obiad :)...posiłki jadaliśmy w moim domu, czyli moi host parents przychodzili do nas :), posiłkowy czas stał się rytuałem, który zawsze uwielbiałam:) kiedy każdy rozchodził się do swoich domków, ja siadałam z M. i A. (rodzice host mum z którymi mieszkałam) wspólnie rozmawiając, oglądając telewizję, przy otwartym kominku z lampką winka :):):)
Nie raz T. - brat mojej host mum, mieszkający obok zabierał mnie na dancingi ;)

I tak mijał dzień za dniem...obcy ludzie stali się moją drugą family :)...nie sądziłam, że to możliwe :)...bardzo im zależało na tym, żebym czuła się jak w moim real home. Posłali mnie na kurs angielskiego do pobliskiego collegu, zafundowali wycieczki do Londynu, Oxfordu, Bath. Jeśli czegoś potrzebowałam śmiało mogłam mówić, nawet za moje zakupy płacili, kosmetyki, ciuchy :) kieszonkowe dostawałam małe, ale dosłownie wszystko przywiozłam do Polski :)...czasami głupio mi było i nie raz po cichu coś kupowałam ;), ale kiedy się zorientowali od razu dostawałam po głowie :D...Nawet kiedy doszły do mnie złe wieści z Polski...moja host rodzinka stanęła na wysokości zadania :)...byli przy mnie, pocieszali, przytulali, zmieniali się, ale zawsze ktoś ze mną był, nawet Lilian przytulała mnie i mówiła "It's ok, I will be a good girl and then you'll be happy":D...:) 

Homesick??? - oczywiście!!! :) - każdy ma :) co było najdziwniejsze, miałam go od razu po przyjeździe przez około dwa tygodnie :), od 13 roku życia kiedy to byłam w kadrze narodowej kobiet w pewnej dyscyplinie sportu, wyjazdy miałam częste i długie a mimo tego  tęskniłam za domem - myślałam "jak to możliwe?":),...pomimo, że miałam komputer, rozmawiałam z rodzinką na skype, naprawdę tęskniłam...:) może ta świadomość tego odleglego czasu? sama nie wiem :) aż któregoś dnia obudziłam się i poczułam się w angielskim domu jak...w domu :):) to było cudowne uczucie:)

Moja Lilian?? - kochana!!!, ale początki było trudne ;), była bardzo rezolutna, jak na 3 latkę bardzo rozwinięta, ładnie, wyraźnie mówiła i na początku chciała...dyktować mi warunki :D, podobnie jak mój homesick, tak z Lilian docierałyśmy się ze dwa tygodnie :) ale pokochałyśmy się jeszcze przed przyjściem na świat jej brata Hugo o którego przez parę pierwszych dni była zazdrosna i np. kiedy on spał w kołysce, podchodziła, zabierała kocyk i miała radochę, że gonię ją po całym domu :D Uwielbiała kiedy do snu czytałam jej książki i to po polsku!! - nic nie rozumiała, ale bawił ją dźwięk polskich słów. A kiedy już prawie spała czasami mówiła "You know...I love you:):)", ale oczywiście na drugi dzień kiedy coś przeskrobała lub na coś jej nie pozwalałam było "I don't like you":D - cała Lilian - dziewczynka z charakterkiem ;)

Hugo?? - słodki bobasek, zupełnie nie sprawiający problemów, zero kolek, zero płakania :), mógł godzinami leżeć w wózeczku w ogrodzie, podczas gdy z Lilian szalałyśmy na huśtawkach, trampolinie itp :):)



Zostałam w Anglii na święta, co było interesującym doświadczeniem, inne zwyczaje itp, wszystko to, co widzi się na filmach. Rano każdy przy kominku miał powieszoną "skarpetkę";) oczywiście z moim imieniem też widniała :) to było takie small presents, gdyż te "większe" były później:) Potem poszliśmy wszyscy do kościółka. Kiedy tam weszliśmy wszyscy zaczęli się witać, nikt nie siedział w ławkach, tylko chodził aż do rozpoczęcia mszy:). Potem był w domu uroczysty indyczek i pudding, który dla mnie był nie do zjedzenia :D. Potem trochę zabawy:


Na koniec prezenty główne pod choinką i koniec imprezki ;). Dostałam srebrną bransoletkę od rodziców host mum, słodycze od braci host mum, sweterek + ramka na zdjęcia + słodycze od host parents :) i jakieś drobiazgi od gości, czyli rodziców host dad, czy znajomych którzy w późniejszych dniach przychodzili do nas :)

Hugo nie doczekał do końca :D

Nowy rok spędziłam z moimi host parents u ich przyjaciół. Oni zaprosili jeszcze swoich przyjaciół i tak było nas ok 20 osób :).

Wśród tych wszytskich plusów, również bywały minusy :) które może były i "innymi plusami"?...:)
Mieszkałam w polu :D Do miasta i nad morze niedaleko, ale 2 km do autobusu, ulicą bez lamp, więc tylko gwiazdki oświecały drogę :D Nie miałam samochodu więc sama pojechać nigdzie nie mogłam, i myślę, że to właśnie dlatego spędzałam z moją rodzinką tyle czasu :), może właśnie dlatego staliśmy się sobie tacy bliscy :) Zdarzało mi się nie raz, że ubolewałam nad tym, że nie szukałam rodzinki gdzieś w "cywilizowanym" miejscu, ale z drugiej strony może nie trafiłabym na tak wspaniałą family?? :)

Pewnego dnia byłam z moją host mum w mieście, przechodziłam obok sklepu jubilerskiego, gdzie na wystawie był przepiękny łańcuszek, oczywiście bardzo drogi ;), pokazuje mojej host mum, której również się spodobał i poszłyśmy dalej:)...parę miesięcy później, wieczór przed moim wyjazdem do Polski, przy uroczystej kolacji otrzymałam prezent od moich host parents, otwieram pudełeczko...a tam ten właśnie łańcuszek z wystawy :):)...nie wiedziałam co powiedzieć :)...jeszcze słowa host mum..."byłaś najwspanialszą au pair jaką mogliśmy sobie wymarzyć" :):):)....
Moja host rodzinka nie miała już po mnie żadnej innej au pair.






Czas w Anglii był dla mnie ważnym okresem w moim życiu. Poznałam cudownych ludzi, z którymi do tej pory mam kontakt. Poznałam siebie, swoje pragnienia, nabrałam chęci do dalszego spełniania moich marzeń :):) Po pewnym czasie od opuszczenia Chichester, pojechałam ponownie ich odwiedzić. Lilian mnie pamiętała i od razu rzuciła się na szyję, Hugo natomiast wiadomo...:) niesamowite było zobaczyć kilkuletniego chłopczyka, którego pamiętałam jako kruszynkę:) Zaszły również zmiany...na świat przyszła druga córeczka Mariella :) 

Hugo, Lilian, Mariella 2010 :):)

P.S.

Parę miesięcy po powrocie do Polski, ale przed studiami wybrałam się jako au pair do Szwajcarii :) miałam być tylko na miesiąc, ale zwinęłam się po 3 tygodniach :D...powód?? :D miejscówka - marzenie, domek wśród gór, przepiękny nowoczesny dom...ale?? :)... rodzinka nie do zniesienia :) z host mum nie mogłam się zupełnie dogadać, poza tym przychodziła codziennie rano i opowiadała jakie danej nocy duchy ją nawiedzały :D:D, dzieciaki strasznie nie wychowane ( chłopiec 3 letni nosił pieluchy !!!), nie wytrzymałam i tydz przed wróciłam :)...host mum robiła mi sceny, nie chciała z domu wypuścić :D...szkoda mówić :D...

Także widzicie...rodzinka jest najważniejsza :), ale nie ma się co oszukiwać, że miejsce także :) jednak bez tego drugiego przetrwasz, bez wspaniałej rodzinki - nigdy :):):)

piątek, 8 listopada 2013

next...już trzeci...:)

Nie pisałam, bo nie było o czym...:) co prawda rodzinki pojawiają się, ale to w takim tempie wszystko...już było ich tyle, że już nawet nie będę wymieniać bo szkoda czasu...:) Były z Virgini, Maryland, Texasu, Pensylwanii, Illinois...ale na razie bez zmian...Nie, nie i jeszcze raz wielkie nie! :)

Tak wiem - jestem wybredna :)
Tak wiem - mogę tak szukać w nieskończoność ;)
Wszystko "Tak wiem" ale jak mam już jechać to tak abym była mega Happy!!! :):)

Napiszę jeszcze posta w późniejszym czasie o moich au pairowskich experiences, bo pytacie mailowo ;)
ale potem odezwę się dopiero kiedy będę miała Perfect Match, albo będę rezygnować z programu, na razie daję sobie czas do końca roku i we will see :)

środa, 23 października 2013

next 2

9. Midlothian, Virginia
Dzieci: 1 rok
Mało z nimi rozmawiałam. Jakoś nie szło.

10. Reston, Virginia
Dzieci: 3 mies, 2
Miejscowość za mną nie przemawiała. Rodzinka ok, ale nie było tego "coś":)

11. Newtown, Connecticut
Dzieci: bliźniaki 3 mies, 3 latek
Za dużo małych dzieci z którymi w niektóre dni miałabym być sama w domu ok 10 godz. Zrezygnowałam.

Po tylu rodzinach, powiem Wam, że najlepszy kontakt miałam z rodziną nr 3, niestety teraz wiem, że to był mój Perfect Match, po rozmowach z innymi au pair - dzieki dziewczyny ;);), już teraz nawet pokój bez okna by mi nie przeszkadzał bo rodzinka była super :):). Więc zdecydowałam postawić wszystko na jedną kartę i napisałam do nich czy już kogoś znaleźli bo jak nie to byłabym przeszczęśliwa mogąc być ich au pair:)....wiem, że pewnie już kogoś mają bo pamiętam że na szybko potrzebowali, ale musiałam spróbować powalczyć o moją Perfect Family :)...więc...Wish Me Luck!!!!!:)

P.S. Niestety rodzinka znalazła już kogoś i powiem Wam, że tak się załamałam że trochę chyba potrwa żebym mogła znowu na spokojnie szukać nowej rodzinki....:(:(:(

wtorek, 15 października 2013

next...

7. Scarsdale, NY
Dzieci: 3mies, 2
Niestety "stay at home mum" (nie za bardzo lubię, jak ktoś "patrzy mi na ręce" ;)), do tego mają jeszcze opiekunkę która przychodzi od 8am-2pm, i od pn-sb miałabym pracować, co prawda w sb 7-10am i później wieczorem, ale co z tego jak i tak wtedy dzień mam "zablokowany" żeby gdzieś sobie dalej wyjechać. Zrezygnowałam.

8. Potomac, Maryland
Dzieci: szóstka dzieci!!!
Dwójka jego, dwójka jej i dwójka wspólnych :D
Podziękowałam, wiadomo too much children ;)

środa, 9 października 2013

c.d. looking for a Perfect Family

Pojawiły się następne matche :)...oczywiście nie od razu "wow!!..na to czekałam", na razie jestem na etapie rozmów z jedną z rodzin i we will see :)
Powiem Wam szczerze, że jakoś już nie ekscytuję się, nie wiadomo jak, kiedy pojawia się jakieś zainteresowanie ze strony rodzin, może dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego, że bardzo trudno o to co by się chciało ;)...
A co by się chciało?:) - dostałam ostatnio maila z takim pytaniem, gdyż wspomniałam wcześniej, że po au pairowskich doświadczeniach mam już jakieś "konkretne" oczekiwania, tak więc odpowiadam:
- nie więcej niż 3 dzieci i oczywiście wonderfull family :) - of course it's the most important, dobra relacja z rodziną to podstawa, bez tego obojętnie gdzie będziesz, będzie Ci źle :)
- nie z dala od miasta, max 15min, a najlepiej w centrum ;) ;)
- łatwy transport
- "coś" jest dookoła, a nie odludna wyspa i wypady do ludzi raz w tygodniu :)

A już w ogóle my dream to rodzinka z samego NYC ;) od zawsze wyobrażałam sobie siebie "biegającą" ulicami NYC z kawą na wynos ;) :D- ale to niestety nie realne ;)

Może niektórym wydają się to dość wygórowane wymagania, ale niestety, jeżeli nie znajdę takiej rodziny to pewnie nie wyjadę :) 
Kiedy byłam au pair w Anglii trafiłam na wspaniałą!!! rodzinkę, lepszej naprawdę nie mogłam sobie wymarzyć :), ale niestety w prawdziwym angielskim countryside, dlatego wiem jak ciężko mieszkać na "odludziu", ale to innym razem...:) kiedyś tam może napiszę Wam moje au pair's experiences ;) 

A teraz do sedna :) : Matches

5. Merion Station, Pennsylvania
Dzieci: 1 (1 rok)
Na razie rozmawiamy, więc nie będę zapeszać ;) ale w wielkim skrócie najważniejsze: opieka 4 dni/tydz (8am-6pm) plus raz na jakiś czas babysittingi :):), do Filadelfii 15 min by train:) a z Filadelfii do NYC 1,5 godz:). Ciężko też powiedzieć o okolicy bo w google zdjęcia tylko domów się wyświetlają ;p;p

6. Philadelphia
Dzieci: host mum is pregnant
To na razie rodzina widmo, ani essay, ani photos, ani nawet maila więc jeśli sami nie napiszą to ciężko będzie się z nimi skontaktować :D. Też zastanawiam się po co im au pair skoro jedno dziecko on the way? host mum od razu chce do pracy? ;);)

Jak sami widzicie to już kolejne 2 rodziny z okolic Filadelfii :D - przeznaczenie? :D. Jakoś Filadelfia mnie nie ekscytuje, ale jako miejsce wypadowe to super, patrzyłam, że do NYC autobusy nie są drogie, ale sama w sobie Filadelfia chyba ciekawym miastem nie jest, co myślicie?:) a może ktoś był i może coś więcej podpowiedzieć?:):)

piątek, 4 października 2013

Początki...:)

Jak widzicie, rozpoczęłam bloga, jak większość z Was o byciu Au Pair za oceanem :).
Osobisty pamiętnik..., poradnik..., zapoznawanie się z innymi au pair...? Jak kto woli :)

Tak więc może kilka słów o sobie:) 25 latka, oczywiście po studiach, kochająca podróże, przygody i "weteranka" au pairskiego życia :)...tak, tak bywałam już au pair w Anglii, Szwajcarii :) więc czas teraz na podbicie USA :)

Dużo czytałam o różnych agencjach "przed". Wybrałam agencje APIA i naprawdę mogę z czystym sumieniem polecić ją każdemu. Rzetelni, pomocni i przemili ludzie (przynajmniej na razie nie spotkało mnie nic, na co mogłabym ponarzekać ;)).

W skrócie: formalności zaczęłam dopiero w połowie sierpnia, wszytsko w miarę szybko przebiegło, room otwarty mam od dokładnie 2 tyg, 4 matche, więc dlaczego wciąż nie mam Perfect?:):) Let's see :)

Otóż jako au pair z "doświadczeniem", po prostu wiem czego chcę, gdzie, ile dzieci, kind of family itp:):). A to stwarza pewne problemy, bo wiadomo, że z konkretnymi oczekiwaniami ciężko jest znaleźć rodzinkę.

Oto moje "do tej pory" matche:

1. Floryda, Fort Lauderdale
Dzieci: 1 (3 mies.)
Tej rodzinki tak naprawdę baardzo żałuję, bo byli cudowni, ale niestety ja w tym czasie miałam jeszcze ostatenie egz i nie mogłam im zbyt dużo czasu poświęcić więc znaleźli new au pair.

2. Alexandria, Wirginia 
Dzieci: 2 (15 mies bliźniaki) i next w drodze
Niestety nawet jak dla mnie, osoby która uwielbia takie maluszki, było ich po prostu za dużo, bliźniaki jeszcez ok, ale one same malutkie i następne is coming więc musiałam odmówić, bo bałam się troszkę, że nie podołam, pomimo że super miejsce bo nie całe 20 min do Waszyngtonu:)

3. Filadelphia
Dzieci: 5,3,2 i next is coming
Powód ten sam co powyżej, za dużo dzieci, pomimo że miasto również marzenie:)

4. NYC
Dzieci: 8,6
Z tą rodzinką rozmawiałam najdłużej:) Bardzo chciałam mieszkać w NYC, byli przecudowni, nigdy wcześniej nie mieli au pair (zresztą prawie jak każda moja rodzinka z matchs;)), lokalizacja marzenie, ale niestety jak doszliśmy do rozmowy o "konkretach" to pływali w obłokach. Pytam o konkretne godz pracy i dni wolne a oni "we will see, day off, probably one day during weekend":D, pytam co z transportem po NYC, w końcu mam odbierać jej dzieci itp. a ona "if you get a monthly ticket it will be cheaper":D ale nie zaproponowała ani samochodu, ani że chociaż dołoży mi do niego a bilet kosztuje ok.112$, a już przechyliło szalę jak zapytałam o mój room, który miał być...bez okien:):)...tak więc podziękowałam, bo jakoś ciężko byłoby mi mieszkać "gdzieś pod schodami":):). Ale nie mogę powiedzieć bo pomimo, że byli mną bardzo zainteresowani nie powiedzieli nic złego, jak odmówiłam itp:):)

A teraz jestem na etapie ...ciszy:):) już 3 dni bez niczego i oczywiście zaczynam "panikować"' jak większość z Was;) że nie znajde mojej Perfect Family:)